Dwa tygodnie minęły odkąd kupiłam szczotkę z naturalnego włosia dzika, marki Elite.
Użyłam jej już pierwszego dnia i byłam przerażona. Nie umiałam czesać nią włosów! Głaskałam je tylko, co nawet nie przypominało rozczesywania. Ale wytrwale się tego uczyłam, bo w końcu jakoś to robić trzeba;)
Po dwóch dniach coś zaczęło wychodzić, nauczyłam się 'wbijać' szczotkę we włosy i je rozczesywać.
Ma ona swoje dobre i złe strony, oto co zauważyłam:
ZALETY:
- szczotka nie wyrywa włosów, zostaje ich mniej na szczotce
- jest bardzo delikatna, nie szarpie, nie rwie włosów
- delikatnie rozczesuje poplątane włosy
- włosy są miłe w dotyku
- rozprowadza równomiernie sebum po włosach
- delikatnie masuje skórę głowy
WADY:
- włosy się po niej elektryzują
- rozczesywanie trwa dłużej
- trzeba się najpierw nauczyć nią czesać
- nie każdy kołtun daje radę rozczesać, włoski omykają i trzeba sobie pomagać palcami albo twardą szczotką
Już rozumiem czemu ta szczotka jest polecana głównie dla włosów przedłużanych, ponieważ jej główną zaletą jest delikatność a przecież przy włosach przedłużanych chodzi o nie szarpanie i nie zrywanie łączeń włosów.
Ale dla posiadaczek długich włosów, również może być świetnym gadżetem tak jak dla mnie!
Nie zrezygnuję z niej, ponieważ mam włosy już prawie do pasa i przyda im się trochę delikatności;)
Nie polecam osobom które muszą szybko czesać i układać włosy, szczotka z włosia zabiera więcej czasu niż tradycyjna twarda szczotka.
Jeśli ktoś planuje to proponuję zakup po zimie, bo przy zimowym elektryzowaniu się włosów nie pomaga a wręcz wzmaga problem.




